Na wstępie muszę zaznaczyć, że była to już moja czwarta wizyta we Florencji.

Tak jak cały tegoroczny trip do Toskanii, była zaplanowana pod hasłem "tam jest tak pięknie, muszę tam wrócić".

 

Chodziło o powrót świadomy - zwiedzenie miasta na swój sposób i oczywiście odświeżenie wspomień po ponad 10 latach. Niby pamiętałam dość dużo - najważniejsze zabytki z rodzinnych fotografii, ale to były jednak wycinki. Więcej zaczęłam sobie przypominać po spojrzeniu na mapę, jeszcze przed wyjazdem, starając się ogarnąć umiejscowienie obiektów, które wszystkie by się chciało zobaczyć, a czasu przecież mało. I zaskoczenie na miejscu: po pierwszym dłuższym spacerze byłam w stanie poruszać się po mieście niemal bez mapy - określając "mniej więcej", w którym kierunku musimy iść. A tu drugie zaskoczenie: jak bardzo zmienia się percepcja przestrzeni po latach.. nastawiałam się na niesamowite odległości, a tu wszędzie jest blisko! Z okolic Santa Croce, gdzie mieszkaliśmy, do Ponte Vecchio to tylko kilkanaście minut spaceru. W zasadzie to nic odkrywczego, że trudno porównywać moją obecną percepcję z postrzeganiem świata przez nastolatkę. Choć myślę, że zwiedzenie kolejnych dużych miast przez lata też zrobiło swoje. :)

 

    

    

 

    

 

Uwielbiam Florencję jako città d'arte, prawdziwą stolicę renesansu. Wizyty w Galleria degli Uffizi i Galleria dell'Accademia to dla mnie takie "obowiązkowe pielgrzymki", pełne zachytów nad Narodzinami Wenus i Primaverą Botticelli'ego czy Davidem Michała Anioła. Masaccio i jego fresk Wygnanie z raju porusza mnie tak bardzo, że miałam wewnętrzną potrzebę samotnego spaceru przez pół miasta do Santa Maria del Carmine, żeby go zobaczyć (ponownie). Museo dell'Opera del Duomo niesamowicie zaskakuje widokiem kopuły Brunelleschi'ego przez przeszklony dach. Uwielbiam spacery na Oltrarno, gdzie na kolejnych wzgórzach wyłania się co chwilę coraz piękniejszy widok na miasto i Duomo właśnie (polecam późnym popołudniem, bo światło piękne), atmosferę Piazzale Michelangelo. Mimo to, muszę przyznać, że Florencja na dłuższą metę jest męczącą, a wszechobecne piękno nieco przytłaczające. Myślę, że w sezonie ciężko jest tam spędzić więcej niż kilka dni w takim ciągłym biegu i zachwycie. My przeznaczyliśmy na Florencję 3 dni, co może pozostawiło trochę niedosyt, ale było optymalne. Zabytków i muzeów jest tak wiele, że nie ma możliwości ich wypisać, a tym bardziej zwiedzić w tak krótkim czasie - nawet przy pobudkach przed 7, by już od rana podziwiać Davida albo ustawić się w kolejce na kopułę katedry (i czekać tylko godzinę na wejście). A to nie byłoby możliwe bez najlepszego włoskiego espresso (caffè latte w moim wydaniu) :) 

 

  

   

  

  

 

  

  

 

 

Florencja, 17-20.08.2016